Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą podróże. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 listopada 2010

Powrót z Lądka / Back from London


Witka! Właśnie wróciłem z Lądka. Wpadłem tam, aby odwiedzić starych koleżków.
Hello after a break! I'm back from London. I was visiting my old fellows who live in U.K.


Przy okazji zrobiłem małe zakupy.
By the way I did some shopping.


Ale jeśli myślicie, że graliśmy w gry - jesteście w błędzie!
But if you think that we played some wargames - you're wrong!


Czas wracać do malowania i blogowania :)
Now I'm returning to painting and blogging :)

środa, 19 sierpnia 2009

Lustracja dóbr zakonnych


Długi weekend spędziłem na Mazurach. A konkretnie w Pieckach, wsi, którą w 1410 roku komtur Bałgi Ulrich von Jundingen nadał Pieciowi (Piotrowi) z Muszak. Osada była położona nad jeziorem Medalbern - polska nazwa brzmiała Nydajno. Dziś na miejscu tego akwenu rosną łąki. Na zdjęciu widać brzegi jeziora Białego, znajdującego się nieopodal Piecek. Prawdopodobnie taki widok miałby Ulrich von Jundingen z dworku swojego wasala, gdyby wybrał się w te rejony na lustrację dóbr zakonnych...

piątek, 7 sierpnia 2009

Pocztówka z wakacji


Szanowni czytelnicy,

właśnie wróciłem ze wspaniałych wakacji na polskim wybrzeżu. Teraz jedynym namacalnym wspomnieniem urlopu będzie piasek z gdańskiej plaży na Stogach, wykorzystywany jako posypka do podstawek dla moich figurek. Pędzle w dłoń - wracam do malowania!

Z wyrazami szacunku,
Yori

piątek, 31 lipca 2009

W Malborku bez zmian


Tradycyjnie już jak co roku jadąc nad morze sprawdziłem, czy zamek w Malborku stoi cały i zdrowy :). I jak co roku byłem urzeczony jego pięknem. Korciło mnie, aby wybrać się na inscenizację oblężenia, ale cena 50 zł od łebka mnie skutecznie zniechęciła. Przecież nie jadę sam nad morze, a to daje niebagatelną sumę, jeśli weźmiemy pod uwagę rozmiar mojej rodziny :). W tym roku jestem niestety zbyt krótki finansowo...

Ale wracając do sedna: Panie i Panowie - W Malborku bez zmian! Wciąż stoi piękny i dumny!

Tandaradei!

środa, 6 sierpnia 2008

Na "Błyskawicy"

ORP "Błyskawica" to nie tylko okręt - legenda, ale także obiekt moich marzeń. To nieprawdopodobne, ale dopiero w wieku 33 lat zrealizowałem swoje marzenie z dzieciństwa i postawiłem swoją stopę na pokładzie legendarnego niszczyciela.

Pierwsze wrażenie było dziwne, gdyż w moim wyobrażeniu okręt powinien być większy. Rzeczywistość okazała się być zaskakująca. Niszczyciel z czasów drugiej wojny to niewielka jednostka. Nie potrafię sobie wyobrazić co czuli marynarze z załogi ORP "Piorun" podczas pojedynku artyleryjskiego z gigantycznym "Bismarckiem". Drugim zaskoczeniem był kolor. W 2005 "Błyskawica" opuściła stocznię po generalnym remoncie, gdzie pomalowano ją na błękitny kolor. Przeglądając kolorowe zdjęcia zrobione kilka lat wcześniej muszę przyznać, że w kamuflażu atlantyckim z 1944 roku prezentowała się bardziej dostojnie i groźnie. Obecny jej kolor przypomina mi kolczyki mojej żony lub ulubiony autobusik mojego syna. W tej chwili "Błyskawica" prezentuje się cukierkowo, choć to oryginalny kamuflaż ze służby w latach 1941-42 na Morzu Północnym.


Po wejściu na pokład znalazłem się na śródokręciu, kierunek zwiedzania przesuwa mnie w kierunku rufy, zatrzymuję się przy sprzężonych podwójnych działkach Boforsa wz. 36 kalibru 40 mm znajdujących się na platformie. Następny przystanek - wyrzutnia torpedowa. Obok niej torpeda w przekroju. Wszystko przedstawione i objaśnione tak, że nawet laik zrozumie, być może potem w domowym zaciszu zrekonstruuje własną :) Idziemy dalej - burtowe miotacze bomb głębinowych. Następnie dwie wieżyczki ze 100 mm działami, potem rufowa zrzutnia bomb głębinowych i zaskoczenie: dwie miny kontaktowe. Nie jestem ekspertem, ale te miny to chyba umieszczono na okręcie muzeum dla bajeru. Nie przypominam sobie, aby były w uzbrojeniu, ale mogę się mylić.


Prawa burta to lustrzane odbicie lewej. Na śródokręciu schodki w dół. Schodzimy. Wewnątrz typowe muzeum, gabloty, modele, dzwonki, tablice pamiątkowe i masa zdjęć i napisów, których nikt nie czyta. Bardzo duszno, ale to dodaje klimatu. Idziemy dalej, wchodzimy do kubryku. Znajdują się tu łóżka piętrowe przytulone do burty. Dobrze, że są otwarte bulaje bo wpada trochę światła i powietrza. Następnie przechodzimy do stanowiska radiotelegrafisty. Świetny pomysł, gdyż stoją tam dwa manekiny w oryginalnych mundurach. Niestety siatka wykonana z grubego drutu oddzielająca nas od postaci jest niezwykle gęsta. Zdjęcie nie wyjdzie, ale można hodować króliki lub nawet nutrie :)

Schodzimy niżej do maszynowni. Tu wielki szacunek dla tych, którzy tu służyli. Jesteśmy blisko dna okrętu. To robi klaustrofobiczne wrażenie. Pełno tu zegarów i wskaźników. Idziemy dalej. Kotłownia. Czuję się jakbym trafił do innej bajki. Na pewno nie chciałbym być palaczem na okręcie!

Wychodzimy na pokład, na mostek nie wpuszczają, więc lecę na dziób. Nie wolno mijać falochronu. No to trzasnąłem kilka zdjęć dziobowym wieżyczkom i koniec wycieczki :)
Jedno z marzeń życia się ziściło - byłem na "Błyskawicy" :)


Na zdjęciach ułozonych zgodnie z kierunkiem zwiedzania:
1. Okręt w pełnej krasie, ze spuszczonym trapem, za rufą widoczny fragment "Daru Pomorza"
2. Komin na śródokręciu
3. Przeciwlotniczy Bofors a właściwie dwa sprzężone :)
4. Wyrzutnia torped
5. Wieże dziobowe
6. Widok na ORP "Błyskawica"

wtorek, 5 sierpnia 2008

Kurs na Hel

Zgodnie z planem ostatni dzień lipca spędziłem na morzu. Wybrałem się z rodziną w rejs do Helu tramwajem wodnym. Katamaran „Opal” to duża jednostka mogąca zabrać do 450 pasażerów. Piekielny upał nabiera zupełnie innego wymiaru, gdy spędza się go na wodach Zatoki Gdańskiej. Dziesięć minut po trzynastej usłyszeliśmy charakterystyczny ostrzegawczy dzwonek. Zwiększył się poziom adrenaliny i chwilę potem odbiliśmy. Płynąc kanałem łączącym Motławę z wodami Zatoki mijaliśmy Stocznię Gdańską. Spory w niej ruch mimo niepokojących informacji o zagrożeniu upadkiem.

Wkrótce dopłynęliśmy na wysokość Westerplatte. Podobno miasto otrzymało już pierwszy milion złotych, który ma wykorzystać na budowę skansenu i nowoczesnego muzeum drugiej wojny światowej, które będzie się mieścić na terenie półwyspu. Ma zostać także zrekonstruowana baza z okresu kampanii wrześniowej, której obrona stała się swoistym symbolem wojny obronnej w 1939 r.

Szczególnie ekscytujące było wyjście z portu na pełne morze, mimo, że to akwen zatokowy.

Fajnie było popatrzeć na oddaloną Gdynię, molo w Sopocie nie prezentowało się szczególnie z tej odległości. Mniej więcej po godzinie dzieci poszły spać, zaś ja ze szwagrem rozpocząłem degustację piwa wniesionego nielegalnie na pokład.

Dwie godziny później dopłynęliśmy do Helu. Ponieważ celem przedsięwzięcia był rejs sam w sobie – nawet nie opuściliśmy pokładu. Niestety rozkład jazdy tramwajów wodnych jest skonstruowany w sposób nie do przyjęcia dla osobników takich jak ja czyli tatusiów z małymi dziećmi .

Pierwszy kurs rozpoczyna się o godzinie 8:30, co równałoby się pobudce o 6-tej rano, która z pewnością zakończyłaby się kwaśnym humorem wśród dzieci przez cały dzień. Drugi rejs jest o 13:10 (tym płynęliśmy), natomiast opcje powrotne są dwie – pierwsza powrót do Gdańska o 22:00 (nie do przyjęcia!) lub półgodzinny pobyt w Helu. Ten wariant wybraliśmy.

Ponieważ znam Hel dość dobrze – nie roniłem łez. Natomiast z pewnością dla bezdzietnych wartą uwagi będzie wycieczka w celu zwiedzenia stanowiska niemieckiej baterii nadbrzeżnej 402 mm, bodaj największej tego typu w czasie drugiej wojny, czyli działa Nawarony mogą się schować :) Ponadto są ciekawe pozostałości umocnień z czasów wojennych i zabytki zgromadzone w skansenie broni morskiej. W dniach od 31 lipca do 3 sierpnia można było zostać ostrzelanym przez liczne grupy miłośników militariów, którzy w liczbie około 150 osób odtwarzali sceny z lądowania w Normandii podczas imprezy D-Day Hell.


Na zdjęciach:
1. Katamaran "Opal" wychodzi z portu w Gdańsku.
2. Pomnik Obrońców Wybrzeża na Westerplatte widziany z pokładu "Opala".
3. Herb miasta Hel.
4. Plakat z tegorocznego D-Day Hell

środa, 30 lipca 2008

Nad Motławą...

Wyjeżdżając na wakacje podjąłem solenne postanowienie, że jeśli nie będzie ładnej pogody, wówczas udam się do Malborka, aby zwiedzić stolicę dawnego państwa Zakonu Krzyżackiego.

Jednak wciąż pogoda jest piękna, w związku z tym spędzam czas na plaży. W końcu wziąłem się w garść i ruszyłem na gdańską starówkę.

Ponieważ to trzeci dzień Jarmarku Dominikańskiego - na ulicy dziki tłum. Język polski miesza się z niemieckim, zupełnie jak dawniej. Tylko przy nabrzeżu zamiast statków handlowych cumują jachty turystyczne bądź tramwaje wodne. Zaś na Rybim Targu owszem można dostać rybę, ale usmażoną, gdyż pełno tu smażalni.

Mimo to na gdańskiej starówce czuję, że to miasto ma swoją historię.

Jutro mam zamiar popłynąć w rejs z Gdańska do Helu. Prognozy sugerują, że będzie ładna pogoda przez kilka dni. Wszystko wskazuje na to, że w tym roku z Malborka nici...


Na zdjęciu:
Widok z okna pociągu na zamek w Malborku, wygląda na to, że w tym roku na twierdzę krzyżacką popatrzę tylko przez okno.