czwartek, 30 października 2008

Kataphraktoi


Katafrakci to najcięższa jazda w starożytności, różnie uzbrojona w zależności od pochodzenia. Moja ciężka kawaleria pochodzi z helleńskiego państwa Seleucydów. Uzbrojona w metalowe kirysy, laminowane naramienniki oraz nagolennice. Oddział mój jest wzorowany na brązowej statuetce pochodzącej z Mezopotamii, a znajdującej się obecnie w muzeum Luwru. Nie możemy z pewnością ustalić stopu z jakiego wykonane było uzbrojenie, ale była to prawie na pewno odmiana brązu, podobnie jak w innych zbrojach typu helleńskiego. Bronią katafrakty był kontos, czyli włócznia kawaleryjska, ciężki miecz i być może łuk. Barwa płaszczy jest zgodna ze źródłami starożytnymi opisującymi paradę w mieście Dafne w Syrii. Konie były opancerzone ladrami łuskowymi wykonanymi prawdopodobnie z brązu. Nie ma pewności, czy helleńscy katafrakci używali masek, gdyż statuetka z Luwru być może przedstawia po prostu twarz mężczyzny z brodą. Jednak późniejsze maski bojowe z Bizancjum sugerują helleńskie korzenie. Pewności nie ma, ale czyż kataphraktos w masce nie wygląda bardziej ekscytująco?



Na zdjęciach:
1. Figurki metalowe firmy Magister Militum, skala 10 mm, malowanie październik 2008.
Podstawki kompatybilne z systemem Warmaster Ancients.
2. Katafrakta Antiocha III widziany oczami Igora Dzisa, na tej ilustracji się wzorowałem malując swój oddział.

wtorek, 28 października 2008

Czehryński Pułk Kozaków Rejestrowych 1648 r.


Skoro są już opracowane zasady demo do systemu „Ogniem i Mieczem”, najwyższy czas przygotować armię. Ponieważ najmniejszy wariant rozgrywki to potyczka, wystarczającym oddziałem do tego typu starcia będzie pułk kozacki. Oto jak wyglądam na tę chwilę z figurkami:

Kadra:

1. Dowództwo pułku – pułkownik Stanisław Krzeczowski (alias Krzyczewski) – wykorzystam tu model pułkownika z buławą oraz dobosza i chorążego pieszo.
2. Kwarciana Chorągiew Kozacka – podstawka dowództwa pancernych i podstawka pancernych z arkebuzem i szablami
3. Kwarciana Chorągiew Dragonów – podstawka dowództwa dragonów i podstawka dragonów

Te dwie chorągwie kwarciane to oddziały polskiej „żandarmerii” mające baczenie na rejestrowych kozaków. Występują tylko w przypadku grania po stronie armii Rzeczypospolitej. W przypadku rozgrywki armią powstańczą, można na ich miejsce wprowadzić dwie watahy czerni kozackiej (czyli 12 podstawek mięsa armatniego).

Etat:

1. Kozacy rejestrowi pod dowództwem asawuła Iwana Barabasza – zestaw składający się z 5 sotni, czyli podstawka dowodzenia i 14 podstawek rejestrowych kozaków.
2. Semeni pod dowództwem atamana Iwana Bohuna – podstawka dowodzenia jazdy zaporoskiej plus jedna podstawka semenów (na razie nie wyprodukowani, muszę znaleźć zamiennik)

Rezerwa:

Lista ta obejmuje kozaków rejestrowych zamieszkujących chutory i słobody, którzy stawiali się na wezwanie pułkownika w rejonie koncentracji tworząc sotnie.

1. Mołojcy – 3 sotnie (na razie nie wyprodukowane, poczekam)
2. 2 sotnie kozaków konnych – druga i trzecia część zestawu jazdy zaporoskiej, w momencie powołania zasilają oddział semenów Bohuna.

Tabor:

1. Zestaw 3 lub 6 wozów taborowych.

Czyli w najbliższym czasie czekają mnie zakupy. Muszę kupić wozy taborowe i jazdę zaporoską, a jak się pojawią mołojcy to koniecznie nabędę ich trzy sotnie. Podobno już wyprodukowano dwa nowe modele figurek rejestrowych, więc dwie sotnie dokupię, ale już zawierające nowy wzór, aby wzbogacić kolekcję.

Ponieważ nie istnieją żadne źródła dotyczące barwy pułku Czehryńskiego – postanowiłem pomalować figurki zgodnie z wizją Jerzego Hoffmana z filmu „Ogniem i Mieczem”, oraz anonimowego XIX wiecznego artysty, autora obrazu „Iwan Bohun pod Beresteczkiem 1651”.

poniedziałek, 27 października 2008

Wojny kozackie w dawnej Polsce

Nadeszły złote czasy, gdy książka jest tańsza niż butelka piwa. Tę pozycję kupiłem na Allegro za 2 złote i pochłonąłem w jeden wieczór. Podobnie jak wspomniane piwo. Tyle, że piwo wysikałem, a po lekturze coś mi w głowie pozostało. Ale odbiegłem od tematu :).

"Wojny kozackie w dawnej Polsce" prof. Zbigniewa Wójcika są de facto pracą zbiorową. Opatrzone solidną dawką ilustracji, fotografii i map stanowią solidny fundament i swoisty wstęp do dalszych badań stosunków polsko-kozackich. Wbrew sugestywnej okładce, nie są opracowaniem jedynie na temat powstania Chmielnickiego, ale traktatem o kozaczyźnie zaporoskiej, a właściwie zarysem problemu. Po lekturze tego wydawnictwa łatwiej zagłębić się we wskazaną przez autora bibliografię, mając pewną podstawę do dalszej lektury. Godna uwagi pozycja ze względu na bogatą oprawę graficzną. O cenie już nie wspomnę.

niedziela, 26 października 2008

Secesja

Figurki są wszędzie! Niedługo dotrą do kuchni i między cukierniczką, a solniczką ujrzymy przemykających się spadochroniarzy niemieckich. Aby nieco rozładować zapchane półki w gablotach i na regałach postanowiłem zainwestować w gablotki, które będą służyły wyłącznie do przechowywania figurek. Szukałem najpierw na Allegro, ale nic z tego nie wyszło. Oferowane były tylko albo zabytkowe, albo jakieś olbrzymie. A ja potrzebowałem czegoś niewielkiego, co mógłbym wedle uznania przemieszczać. Znalazłem odpowiednie gablotki w sklepie Ikea. Mebelek nazywa się Bås i jest to skrzyneczka ze szklanym wiekiem, oraz zaczepem do powieszenia z tyłu. Następnie wybrałem się do sklepu budowlanego, kupiłem kilka listewek o szerokości 4 cm i bejcę rustykalną do drewna. Z listewek zrobiłem półeczki, całość pomalowałem bejcą. Efekt końcowy zadowolił mnie, a także żonę i teściową :). Najważniejsze, jest to, że tego typu gablotek mogę wykonać tak dużo, ile jestem w stanie upchnąć do nich figurek. Są na tyle ustawne, że mogę je powiesić niemal wszędzie, no może niekoniecznie w łazience :). Moim zdaniem wyszło nieźle:

piątek, 24 października 2008

Steven Saylor - Rzym

„Legenda jest historyczna, podobnie jak historia jest legendarna.” – Alexandre Grandazzi

Rzym to bardzo ciekawy zbiór opowiadań traktujący o powstaniu Wiecznego Miasta „na surowym korzeniu”, a następnie ukazujący nam jego ewolucję. Ewoluują także mieszkańcy, ludzie z krwi i kości, którzy mają swoje codzienne problemy, ambicje i marzenia. I jak to często bywa, tak pochłonięci swoim codziennym życiem, że brak im czasu, aby spojrzeć wstecz. Najbardziej dla mnie urzekające w tym zbiorze opowiadań jest to, że są spięte w całość wieloma klamrami. Pierwszym wspólnym mianownikiem jest Fascinus, starożytny amulet przekazywany z pokolenia na pokolenie. Drugą klamrą są dzieje rodów Potycjuszów i Pinariuszów. Jednak największym uznaniem darzę zamysł, aby wydarzenia quasi-historyczne przedstawione w opowiadaniach, w dalszych epizodach były ukazywane jako legenda, zniekształcone i przeinaczone przez czas i ludzi. Idąc tym tropem bardzo łatwo uwierzyć, że legendy Rzymu opiewają prawdziwe wydarzenia. Możemy poczuć sympatię i antypatię do zwykłych ludzi, którzy po upływie wieków staną się półbogami. Widać to na przykładzie zwyczajnego podróżnika, przez potomnych nazwanego i czczonego pod mianem Herkulesa. Romulus i Remus wydają się być zwyczajnymi młodzieńcami. Dopiero potomni będą ich czcić niczym bogów. Istnieje także zdumiewająca odwrotność tego zjawiska. Sulla już się nie wydaje takim krwawym demonem, Scypion Afrykański staje się zwykłym człowiekiem wraz z jego małostkami. Jedynie Juliusz Cezar wciąż wydaje się wielki i niezrozumiały.

Książkę czyta się z największą przyjemnością, miło jest przenieść się do czasów gdy po Rzymie dyktatorzy i senatorowie, ale także kury i kaczki przechadzają się wąskimi uliczkami, a samo miasto jest tak niewielkie, że w godzinę można je obejść dookoła. Mimo, że to raczej historical fiction, to zgodzę się tu z brytyjskim historykiem, profesorem Timem J. Cornellem, że „historia zawsze zawiera element fikcji”.

Sojusz antyrzymski


Pierwsze dziesięć tur kampanii w Warmastera mamy już za sobą. Na skutek działań dyplomatycznych udało mi się dogadać z Partami i z Macedonią, a następnie wykuć silny blok skierowany przeciwko Rzymowi. Każdy z członków sojuszu nie zasypuje gruszek w popiele, Makedonowie wysłali armię na Kretę, Partowie zajęli Syrię, generalnie pozostaje mi coraz mniej możliwości działania. Moja armia wylądowała na Cyprze. Mimo iż obecnie Monarchia Seleukidów kontroluje najwięcej prowincji, to moja sytuacja strategiczna nie przedstawia się kolorowo. Podczas gdy sojusznicy będą gromadzić kolejne prowincje pod swoimi berłami - mnie nie pozostanie nic innego jak rozpocząć działania zaczepne przeciwko Cesarstwu Rzymskiemu. Co zrobią wówczas sojusznicy? Historia mówi, że nic...

środa, 22 października 2008

Alalai!


Alalai! - ten okrzyk bojowy wznosili falangici macedońscy opuszczając swoje sarissy niedługo przed wejściem w zwarcie z przeciwnikiem. I taki okrzyk wzniosłem ja, gdy skończyłem pierwszą z czterech phalangarhii, które znajdą się w mojej armii Seleukidów. Sarissy moich falangitów są krótsze od macedońskich, w rzeczywistych rozmiarach miałyby około 5 metrów. Wiem, że brak dowodów, to żaden dowód - na używanie krótszego wariantu tej broni przez armie Diadochów, ale po prostu z przyczyn praktycznych zrobiłem je nieco krótsze. Jednostka ta została przygotowana na potrzeby grania, w związku z tym nie trzymałem się ąż tak ściśle realiów epoki. Choć naprawdę nie jest wykluczone, że falangici seleukiddzy i ptolemejscy używali krótszej wersji sarissy, która mierzyła od 5 do 8 metrów. W mojej armii używają :)

Na zdjęciu:
Sarissophoroi czyli "Nosiciele Sariss", najlepsza formacja piechoty czasów Filipa II Macedońskiego do czasów straszliwych klęsk pod Pydną i Kynoskejfalaj, które wykazały wyższość formacji manipularnych nad falangą.

Figurki metalowe firmy Old Glory, dowództwo - Magister Militum, skala 10 mm, malowanie październik 2008.
Podstawki kompatybilne z systemem Warmaster Ancients.

sobota, 18 października 2008

Tessalowie i hetajrowie


Kampania do Warmastera zbliża się dużymi krokami. Wczorajszy i dzisiejszy wieczór przeznaczyłem na malowanie falangi, ale przyznać muszę, że te maleństwa maluje się w bardzo powoli. Aby wystawić minimalną ilość sarissophoroi muszę pomalować 108 figurek. Aż mi się robi słabo jak o tym pomyślę. Aby moja armia powstała jeszcze w tym dziesięcioleciu - musiałem sięgnąć po moje starsze figurki do armii Macedonii. Nie jestem zadowolony do końca z malowania, a na pewno nie mogę patrzeć na podstawki. To moje pierwsze bazgranie w skali 10 mm, a miało miejsce ponad rok temu. Wiem na pewno, że twarze pójdą do ponownego malowania. Od nowa zamierzam także zrobić podstawki. Wykorzystam gotowe, metalowe, produkcji Wargamera jako bazę, dojdzie folia magnetyczna, korek, piasek, farby i trawka. Zrobię to dopiero jak pomaluję wszystkie pozostałe oddziały. Tak czy siak, ciężką kawalerię mam już z głowy :)



Na zdjęciach:
1. Tessalska ciężka jazda, najlepsza konnica w dobie hellenizmu.
2. Hetairoi, czyli "Towarzysze", ciężkozbrojna jazda macedońska rekrutująca się z przedstawicieli arystokracji, stanowiąca królewską gwardię przyboczną, dowodzoną podczas bitwy bezpośrednio przez króla.

Figurki metalowe firmy Magister Militum, skala 10 mm, malowanie maj-czerwiec 2007.
Podstawki kompatybilne z systemem Warmaster Ancients.

piątek, 17 października 2008

Kampania do Warmastera


Warszawski Wargamer, pod auspicjami Kryptona i NairoDa organizuje kampanię do Warmaster Ancients. Oczywiście zgłosiłem się, gdyż Warmaster to jeden z moich ulubionych systemów bitewnych. Figurki do tego systemu są przewidziane w skali 6 lub 10 mm. Warszawskie środowisko graczy preferuje te większe. Najbardziej lubię modele firmy Magister Militum, choć za najlepsze uważam figurki do tej skali wykonane przez Old Glory. Posiadam praktycznie całe armie na 1200 pkt. do Seleukidów i do Kartaginy, choć pomalowanych mam niewiele modeli. W tej chwili mam gotowe dwa oddziały ciężkiej kawalerii, dowódców i oddział słoni. Aby przystąpić do kampanii z pomalowanymi figurkami - powinienem na dniach pomalować aż cztery oddziały saissophoroi (czyli 12 podstawek). W poczekalni leżą także thureophoroi, jazda Tarentynów, katafrakci, procarze i jeszcze jeden oddział słoni. Ciekawe oddziały, które zamierzam w przyszłości także zdobyć to jeźdźcy wielbłądów i rydwany z kosami. Seleukidzi dają mi możliwość budowania armii bardzo różnorodnej, a więc ciekawej. Na przykład samej lekkiej piechoty mogę używać zarówno greckiej, jak i perskiej, ewentualnie trackiej lub celtyckiej (galackiej). Nic nie stoi na przeszkodzie, aby mieć armię nawet na 3500 pkt, gdzie każdy oddział będzie z innej bajki :)

Skąd tylko wziąć czas na pomalowanie takiej ilości figurek?


Na zdjęciach:
1. Indyjskie słonie bojowe z wieżami na służbie monarchii Seleukidów.
2. Dawni członkowie macedońskiej Agemy, później oficerowie na służbie spadkobierców Aleksandra Wielkiego.

Figurki metalowe firmy Magister Militum, skala 10 mm, malowanie październik 2007.
Podstawki kompatybilne z systemem Warmaster Ancients.

czwartek, 16 października 2008

Forpoczta janczarów


Mimo, że jestem człowiekiem obdarzonym bujną wyobraźnią, jednak malując jakiś oddział lubię pomalować najpierw jeden lub dwa elementy, aby się przekonać naocznie, jak będzie się prezentował. Właśnie skończyłem pierwszy z dziesięciu element do orty janczarów. Kolejne podstawki są już zagruntowane. Teraz ruszy taśmowe malowanie.