wtorek, 5 sierpnia 2008

Kurs na Hel

Zgodnie z planem ostatni dzień lipca spędziłem na morzu. Wybrałem się z rodziną w rejs do Helu tramwajem wodnym. Katamaran „Opal” to duża jednostka mogąca zabrać do 450 pasażerów. Piekielny upał nabiera zupełnie innego wymiaru, gdy spędza się go na wodach Zatoki Gdańskiej. Dziesięć minut po trzynastej usłyszeliśmy charakterystyczny ostrzegawczy dzwonek. Zwiększył się poziom adrenaliny i chwilę potem odbiliśmy. Płynąc kanałem łączącym Motławę z wodami Zatoki mijaliśmy Stocznię Gdańską. Spory w niej ruch mimo niepokojących informacji o zagrożeniu upadkiem.

Wkrótce dopłynęliśmy na wysokość Westerplatte. Podobno miasto otrzymało już pierwszy milion złotych, który ma wykorzystać na budowę skansenu i nowoczesnego muzeum drugiej wojny światowej, które będzie się mieścić na terenie półwyspu. Ma zostać także zrekonstruowana baza z okresu kampanii wrześniowej, której obrona stała się swoistym symbolem wojny obronnej w 1939 r.

Szczególnie ekscytujące było wyjście z portu na pełne morze, mimo, że to akwen zatokowy.

Fajnie było popatrzeć na oddaloną Gdynię, molo w Sopocie nie prezentowało się szczególnie z tej odległości. Mniej więcej po godzinie dzieci poszły spać, zaś ja ze szwagrem rozpocząłem degustację piwa wniesionego nielegalnie na pokład.

Dwie godziny później dopłynęliśmy do Helu. Ponieważ celem przedsięwzięcia był rejs sam w sobie – nawet nie opuściliśmy pokładu. Niestety rozkład jazdy tramwajów wodnych jest skonstruowany w sposób nie do przyjęcia dla osobników takich jak ja czyli tatusiów z małymi dziećmi .

Pierwszy kurs rozpoczyna się o godzinie 8:30, co równałoby się pobudce o 6-tej rano, która z pewnością zakończyłaby się kwaśnym humorem wśród dzieci przez cały dzień. Drugi rejs jest o 13:10 (tym płynęliśmy), natomiast opcje powrotne są dwie – pierwsza powrót do Gdańska o 22:00 (nie do przyjęcia!) lub półgodzinny pobyt w Helu. Ten wariant wybraliśmy.

Ponieważ znam Hel dość dobrze – nie roniłem łez. Natomiast z pewnością dla bezdzietnych wartą uwagi będzie wycieczka w celu zwiedzenia stanowiska niemieckiej baterii nadbrzeżnej 402 mm, bodaj największej tego typu w czasie drugiej wojny, czyli działa Nawarony mogą się schować :) Ponadto są ciekawe pozostałości umocnień z czasów wojennych i zabytki zgromadzone w skansenie broni morskiej. W dniach od 31 lipca do 3 sierpnia można było zostać ostrzelanym przez liczne grupy miłośników militariów, którzy w liczbie około 150 osób odtwarzali sceny z lądowania w Normandii podczas imprezy D-Day Hell.


Na zdjęciach:
1. Katamaran "Opal" wychodzi z portu w Gdańsku.
2. Pomnik Obrońców Wybrzeża na Westerplatte widziany z pokładu "Opala".
3. Herb miasta Hel.
4. Plakat z tegorocznego D-Day Hell

1 komentarz:

Ola pisze...

Fajna notka. Potwierdzam każdy szczegół opisu - sama byłam uczestniczką rejsu. Cieszę się, że na Westerplatte powstanie skansen i muzeum. Pewnie za parę lat się tam wybiorę.