sobota, 14 marca 2009

Filmoteka chorego człowieka


Ostatnio trochę choruję. Nie tylko mam ostre zapalenie zęba, dodatkowo napatoczyła się rwa barkowa, ledwo ruszam więc prawy ramieniem. Znacznie utrudnia mi to malowanie, stąd ostatnio niewielkie postępy w rozbudowie armii.

Ale postanowiłem w tym czasie zrobić sobie maraton z "Kompanią Braci". Chyba nie ma sensu się o tym filmie za mocno rozpisywać, zna go chyba każdy miłośnik Drugiej Wojny Światowej. Ma bardzo dużą rzeszę fanów, zapewne niemało jest też przeciwników. Ja raczej należę do grupy entuzjastów, choć na ten czas jeszcze nie jestem gotowy, aby malować amerykańskich spadochroniarzy. Lubię w tym serialu to, że nie ma w nim zbyt dużo nadmuchanego patriotyzmu z melodramatycznym motywem muzycznym w tle, lub z powiewającą flagą.

Jest sporo historycznych niedociągnięć, parę razy w ramach redukcji kosztów pokazano to i owo w formie migawki, aby przyoszczędzić. Wkurzające jest to, że Amerykańcy wszędzie widzą "osiemdziesiątki ósemki", z uporem maniaka nazywają tak nawet zniszczone przez siebie "sto piątki". Chyba mają jakiś kompleks, ale to nie mój problem. Z Brytoli Jankesi zrobili idiotów. Dowódca plutonu Shermanów dostaje informację, że za budynkiem jest zamaskowany Tygrys. Na sugestię, aby przywalić w budynek, odpowiada: "Nie mogę bez uzasadnienia niszczyć prywatnej własności". Fajnie się potem ten Sherman rozleciał po trafieniu, przez wspomnianego Tygrysa. Czerwone Diabły ewakuowani po Market-Garden wyglądają niczym Celtowie w czerwonych beretach, tylko miny mają coś nietęgie.

Ale poza tym film jest boski. Moim ulubionym momentem jest spierdołka niemal całej kompani na widok jednego StuGa, to pokazuje jaką grozę wzbudzał czołg w piechocie. Nawet tak dobrze wyszkolonej, jak piechota spadochronowa. Natomiast odpowiedź, której udzielił kpt Winters na drodze prowadzącą w kierunku Ardenów powoduje, że zawsze przechodzi mnie dreszcz, jak sobie ją przypomnę. Gdy koleś z 10 DPanc powiedział: "Okrążą was!", Winters odpowiedział: "Jesteśmy spadochroniarzami, zawsze walczymy w okrążeniu". No i poszli ku swemu przeznaczeniu, do Bastogne...

Świetny serial i basta!

9 komentarzy:

Thomas pisze...

AMEN BRACIE!!!

Pozdro
T

rrober pisze...

Też jestem jego fanem.
Życzę powrotu do zdrowia.

Pozdrawiam,
rrober

q.b. pisze...

Amen! :D

ps. a tak ciekawi mnie: jaką następną armię po Niemcach i Japończykach (tym razem aliancką) poskładasz - skoro nie jesteś przekonany do USA :D

Yori pisze...

Biorąc pod uwagę moje tempo, to mam sporo czasu, aby dojrzeć do Jankesów, hehe. Ale mój opór mięknie jak widzę ostatnie figurki Italeri :)

Ramię boli coraz mniej, chyba dziś skończę drużynę niemiecką.

q.b. pisze...

polecam dla Jankeskich parasów zestaw IMEX'a Easy Company
http://www.plasticsoldierreview.com/Review.aspx?id=1139

jakbyś go dorwał to weź razy 2 też jeden dla mnie :D

generalnie z Revlla, Italki i Imexa można wymieszać całkiem ładne pozy wargamingowe i całkiem klimatycznych spadochroniarzy :)

czaki pisze...

Ja też podpisuję się pod oświadczeniem, żem fan Kompani Braci - AMEN zatem! :) Chociaż muszę przyznać, że książka zostawia lepsze wrażenia niż serial, choć ja w ogóle bardzo lubię prozę Ambrose'a - włąśnie kończę "Most Pegazus", gorąco polecam! Z resztą na dniach napiszę recenzję. :)

czaki pisze...

No i zapomniałem dodać najważniejszego - zdrowiej Yori!

Yori pisze...

Dzięki, od razu się lepiej poczułem :)

Thomas pisze...

Tak BTW. Po ataku na domniemane 88-ki w Brecourt już po akcji jest mowa, że były to jednak 105-ki, czyli de facto mogli się zwyczajnie pomylić, ale po akcji dobrze zidentyfikowali działa. Druga sprawa, że brytole są idiotami, więc duzo tutaj majstrować nie trzeba było ;)

Pozdro